NEWS
Wszystko opisała 😰
Doktor Paulina Smaszcz w swojej nowej książce “Jak kochać i pracować, by nie zwariować” porusza temat relacji damsko-męskich i różnic w postrzeganiu płci. Autorka nie pomija jednak osobistych wątków. W jednym z rozdziałów wróciła do najbardziej bolesnych momentów życia, a w innym szczegółowo opisała ciężką chorobę, operację oraz czas, gdy – jak twierdzi – nie mogła liczyć na wsparcie byłego męża, Macieja Kurzajewskiego
Paulina Smaszcz opisała trudne doświadczenia w nowej książce
Paulina Smaszcz właśnie wydała nową książkę. Jej dzieło pt. “Jak kochać i pracować, by nie zwariować”, które współtworzyła z kilkoma mężczyznami, porusza m.in. temat relacji damsko-męskich, komunikacji w związkach czy emocjonalnych kryzysów.
Autorka dzieli się w nim również osobistymi doświadczeniami – zarówno zawodowymi, jak i prywatnymi. W książce nie zabrakło też odniesień do jej małżeństwa z Maciejem Kurzajewskim oraz trudnego okresu, który przeżywała w czasie choroby.
Smaszcz opowiedziała o terapii i upadku
W jednym z rozdziałów Paulina Smaszcz opowiada o terapii oraz o wydarzeniach, które odcisnęły piętno na jej życiu.
Burza między Muchą a Smaszcz! Aktorka w sądzie, “petarda” nie dopisała!
Byłam w terapii już trzy razy. Obecnie też jestem. I czuję, że robię postępy – właśnie dlatego, że wiem, jak trudno byłoby mi się podnieść bez wsparcia specjalisty. Przeszłam wiele. Utraciłam trzech synów. Odeszły dwie moje najbliższe przyjaciółki. Straciłam tatę. Doświadczyłam trzech niedowładów, pięciu operacji. W chorobie zostałam porzucona. Przeszłam rozwód. Potem tragiczny wypadek drugiej miłości.
Autorka przyznaje, że przez długi czas próbowała być silna za wszelką cenę.
Jestem twarda, mocna, pyskata, bezczelna w sięganiu po swoje. Ale wiem też, że długo byłam “silna” za wszelką cenę. Aż w końcu upadłam. I leżałam. Podnosiłam się i znowu upadałam.
Jak podkreśla, przełomem było dopiero poproszenie o profesjonalną pomoc.
Dziś stoję prosto, z podniesioną głową. I sama sobie to zawdzięczam. Bo najodważniejszym i najlepszym, co mogłam zrobić, było poproszenie o pomoc. Specjalistyczną. Konkretną. Skuteczną.
Smaszcz mówi o chorobie i rozlicza się z byłym mężem
W innym fragmencie książki Paulina Smaszcz opisuje dramatyczny okres związany z poważnymi problemami zdrowotnymi. Po operacjach kręgosłupa i zakażeniu gronkowcem przez długi czas była unieruchomiona i wymagała stałej opieki. Jak pisze, w tym czasie ogromnym wsparciem okazały się dla niej przyjaciółki.
I wtedy one – cztery moje przyjaciółki: Solomija, Agnieszka, Aga i Dominika – zaczęły opiekować się mną 24 godziny na dobę. Zmieniały się codziennie. Myły mnie, karmiły, podawały leki, przebierały, pilnowały, żebym nie została sama z bólem. Dziękuję im za to z całego serca. I będę wdzięczna do końca życia.
W książce pojawia się też gorzka refleksja dotycząca jej byłego męża.
A ojciec moich dzieci? Nie było go. Zniknął. A przecież pamiętam dobrze – kiedy to on miał zapalenie wyrostka albo skręconą kostkę, byłam na każde skinienie. Dzień i noc. Gdy przyszło do mojej choroby – jego zabrakło. Nie zdziwiło mnie to, ale zabolało. Dość. I tak napisałam o nim więcej, niż wypada o kimś, kto w najtrudniejszym momencie po prostu uciekł.
Trudny powrót do zdrowia
Smaszcz opisuje także walkę o sprawność. Po powrocie ze szpitala zaczynała od podstawowych ruchów i codziennej rehabilitacji.
Kiedy byłam gotowa, by zacząć rehabilitację, wracałam do absolutnych podstaw: podnieść nogę, zgiąć kolano, stanąć na palcach, unieść rękę za głowę. Każdy ruch wywoływał ból. Ale miałam cel.