NEWS
W mediach aż huczy, mało kto się tego spodziewał 😱
Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu unijnego programu „Sejf” wylała czarę goryczy, wyrzucając w weekend na ulice przed Pałac Prezydencki tysiące wściekłych obywateli. I trudno im się dziwić. Tu nie chodzi już tylko o europejską tarczę obronną. Tu toczy się gra o znacznie wyższą stawkę: o fundamentalne miejsce Polski w Europie. Prezydent, ze swoją słabo skrywaną alergią na wzmacnianie unijnych więzi, wydaje się pisać scenariusz, na końcu którego Polska po angielsku opuszcza Wspólnotę.
Warto przy tej okazji przypomnieć entuzjazm, z jakim Polska do Unii wchodziła, będąc niemal zawsze w awangardzie najbardziej proeuropejskich społeczeństw kontynentu. Dziś najwyraźniej trzeba niektórym przypominać twarde fakty: bez Unii Europejskiej nasz kraj wyglądałby jak średnio rozwinięte miasta na Słowacji, która swój złoty moment akcesji po prostu przespała.
Lekcja z Brexitu, czyli jak podpalić własny dom
Skoro z uporem maniaka wolimy uczyć się na własnych błędach, spójrzmy przez kanał La Manche. Sielankowy sen o „przejęciu kontroli” po wyjściu z Unii skończył się tam gigantycznym pożarem, choć na początku wyglądał na niewinną zabawę zapałkami. Pamiętacie czerwiec 2016 roku? Gdy Brytyjczycy zagłosowali za wyjściem, następnego ranka najchętniej wpisywanym hasłem w ich internecie było… „Co to jest Brexit?”.
Dzisiaj Wielka Brytania stała się miejscem, z którego wyjścia szukają sami jej obywatele, a dawni antyunijni liderzy – jak choćby rolnicy rozrzucający niegdyś obornik na londyńskich ulicach – czują się koncertowo wyrolowani. Nie jest przecież tajemnicą, że politycy, którzy zohydzali im Europę, maszerowali na pasku Moskwy, a pieniądze na antyunijną propagandę płynęły prosto ze wschodu, od Władimira Putina. Ku wielkiej radości rosyjskiego prezydenta – dla którego Unia pozostaje koszmarem i największym zagrożeniem – udało się skłócić europejską rodzinę. Niestety, wszystko wskazuje na to, że ten sam brytyjski scenariusz jest właśnie z aptekarską precyzją ćwiczony nad Wisłą.
Katastrofa na wyciągnięcie ręki
W Londynie obywatele mieli przynajmniej spadochron w postaci ogólnonarodowego referendum. W Polsce – i niech to wreszcie wybrzmi z całą mocą – żeby wyprowadzić kraj z Unii Europejskiej żadnego referendum nie trzeba. Wystarczy jedno, samobójcze głosowanie w Sejmie. Wniosek zgłoszony choćby i przez pijanego posła, 231 głosów zwykłej większości i tak rozpoczyna się proces wyjścia, który byłby dla nas absolutną katastrofą. Przez lata metodycznie obrzydzano nam Wspólnotę, malując ją jako mityczną, niemiecką strukturę, której jedynym celem jest wzięcie Polaków pod but. Prawica wyciągnęła zapałki, choć z uśmiechem wmawia nam, że to przecież tylko świecowe kredki.
Wielkim błędem euroentuzjastów było z kolei to, że nie potrafili wytłumaczyć narodowi, czym Unia tak naprawdę jest – poza miliardami płynącymi na budowę basenów w najmniejszych gminach. Zamiast przypominać o Pokojowej Nagrodzie Nobla za uchronienie Europy przed kolejną rzezią, daliśmy sobie narzucić rechot z „prostowania bananów” i innych rzekomych absurdów. Efekty tej propagandy, wspieranej przez rosyjskie farmy trolli, są przerażające. Jeszcze w 2019 roku polexitu chciało zaledwie niecałe 7% badanych, a 87% chciało we Wspólnocie pozostać. W styczniu 2026 roku chęć wyjścia z UE zadeklarowało już 24,5% Polaków. Nasz narodowy brak wyobraźni może okazać się autostradą do zguby.
Będzie nowy ruch Nawrockiego. Niesłychane, czym jutro zaskoczy Tuska
Czytaj dalej
Ukryty cel Tuska i marzenie o pełni władzy
Donald Tusk doskonale zdaje sobie sprawę z tego zagrożenia i dokładnie wie, co robi, celowo narzucając dyskusję o polexicie na rok przed wyborami. Stawka tych wyborów będzie zero-jedynkowa: albo zostajemy w Unii, dbając o wspólne bezpieczeństwo, albo lądujemy w mrocznym kącie izolacji, na łasce i niełasce Donalda Trumpa, który właśnie luzuje rosyjskie sankcje.
Premier wie, że słowo na „P” to dla Prawa i Sprawiedliwości polityczny kwas. Politycy PiS może i leją antyunijną propagandę szerokim strumieniem, ale śmiertelnie boją się otwartego wezwania do wyjścia z Unii. Wiedzą, że ich żelazny, wiejski elektorat niebotycznie zyskał finansowo na obecności w strukturach europejskich.
Ale szef rządu patrzy na ten „chocholi taniec” z jeszcze jednego powodu. Obserwując potknięcia i problemy swoich koalicjantów, Tusk ma ukryty plan. Marzy o powtórzeniu manewru PiS-u z 2015 roku – chce rządzić samodzielnie, z jednopartyjną większością, by nikt nie wiązał mu rąk. To dlatego dyskusja o polexicie wraca na stół z tak ogromną siłą. W tej brutalnej politycznej grze musimy jednak zapamiętać jedno: to nie Unia Europejska, lecz Władimir Putin i Rosja są naszymi wrogami. A suwerenność najłatwiej i najszybciej traci się, pozostając w dumnej samotności i izolacji. Zróbmy wszystko, by tego błędu nie popełnić.