NEWS
Właśnie gruchnęły szokujące wieści, Polacy nie mieli pojęcia 😱
Droga Karola Nawrockiego do najwyższych urzędów państwowych nie była pasmem politycznych sukcesów na szczeblu lokalnym. Początki kariery obecnego prezesa IPN zostały brutalnie wstrzymane przez jego własne zaplecze polityczne. Zanim Nawrocki trafił do polityki krajowej, lokalne struktury Prawa i Sprawiedliwości zablokowały jego kandydaturę na stanowisko prezydenta Gdańska
w Gdańsku celowo zablokowały start Karola Nawrockiego w wyborach na prezydenta miasta
Szczegóły politycznych intryg wokół tej blokady zostały opisane w drugiej części wydanej w 2025 roku książki Bertolda Kittela pod tytułem Sutenerzy Trójmiasta
Gdańsk, będący według Kittela miastem władzy, stał się dla Nawrockiego paradoksalną trampoliną – odrzucenie na szczeblu lokalnym otworzyło mu drzwi do kariery w Warszawie i startu w wyborach na prezydenta RP
Blokada w Gdańsku i opór lokalnych działaczy
Informacje o trudnych początkach politycznych Karola Nawrockiego przekazał Bertold Kittel na kanale Goniec. Dziennikarz śledczy jednoznacznie wskazał, że za uniemożliwieniem startu obecnego prezesa IPN w Trójmieście stały konkretne osoby z gdańskich struktur Prawa i Sprawiedliwości. Działacze ci uznali, że Nawrocki nie jest odpowiednim kandydatem do walki o najwyższy urząd w mieście w wyborach samorządowych.
Weryfikacja wydarzeń z kampanii w 2018 roku potwierdza tę dynamikę. Wówczas w kuluarach wymieniano Karola Nawrockiego jako potencjalnego kandydata Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Gdańska, jednak ostateczną rekomendację partii i wsparcie struktur otrzymał ostatecznie Kacper Płażyński. Decyzja ta była bezpośrednim efektem wewnętrznych kalkulacji i braku zaufania ze strony lokalnego środowiska politycznego wobec Nawrockiego.
To właśnie to kategoryczne odcięcie przesądziło o konieczności poszukiwania innej ścieżki awansu.
Rozwiń
Trójmiasto jako specyficzna odskocznia do władzy
Bertold Kittel położył duży nacisk na specyficzny status polityczny stolicy województwa pomorskiego. Dziennikarz uważa, że region ten charakteryzuje się brutalnymi regułami gry, z którymi Nawrocki musiał się na wczesnym etapie zmierzyć.
Według Kittela, procesy zachodzące w Trójmieście mają ogromny, często niedoceniany wpływ na to, jak ostatecznie kształtuje się polityka krajowa. Zamiast walczyć z oporem na Pomorzu, Nawrocki wykorzystał zainteresowanie swoją osobą płynące ze strony decydentów z innych frakcji oraz centrali partyjnej w Warszawie.
W efekcie to, co początkowo było wewnątrzpartyjną porażką, stało się fundamentem ogólnopolskiej kariery. Zlekceważenie gdańskiej blokady przez osoby budujące obóz władzy w stolicy pozwoliło Nawrockiemu objąć w 2021 roku stanowisko prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, a następnie – po zbudowaniu ogólnopolskiej rozpoznawalności – płynnie przejść do roli głównego kandydata obozu prawicowego w wyborach prezydenckich.
Odrzucenie, które otworzyło drogę do prezydentury?
Decyzje kadrowe przed wyborami samorządowymi w Gdańsku zapadały nie tylko na poziomie lokalnym, ale i na najwyższym szczeblu partyjnym. Choć Karol Nawrocki, ówczesny dyrektor Muzeum II Wojny Światowej, rozbudowywał swoją pozycję na Pomorzu, prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński wskazał do walki o prezydenturę miasta Kacpra Płażyńskiego. Ta odgórna i wewnątrzpartyjna blokada oznaczała dla Nawrockiego całkowite odsunięcie od bezpośrednich rozgrywek wyborczych w regionie.
Przebieg tamtej kampanii i jej finał okazały się kluczowe dla dalszych losów dzisiejszego prezydenta RP. Zamiast zużywać kapitał polityczny w niezwykle trudnym, lokalnym starciu, Nawrocki kontynuował budowanie swojej pozycji w centralnych instytucjach państwowych.
Kacper Płażyński ostatecznie przegrał w drugiej turze z ówczesnym włodarzem miasta Pawłem Adamowiczem,
zdecydowana porażka kandydata Zjednoczonej Prawicy w Trójmieście udowodniła, że walka o gdański magistrat w tamtym czasie była i tak z góry skazana na niepowodzenie.
Z perspektywy czasu odcięcie od gdańskiego samorządu zadziałało jak polityczna tarcza. Brak obciążenia przegraną kampanią umożliwił Nawrockiemu płynne przejście na fotel prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, a w konsekwencji start w ogólnopolskim wyścigu o Pałac Prezydencki w 2025 roku.
Karol Nawrocki ostatecznie wygrał wybory krajowe, zdobywając 50,89 procent głosów. Wymuszone przez partię ominięcie lokalnych struktur samorządowych okazało się być może fundamentem jego największego politycznego sukcesu.