NEWS
“Byłem wrakiem”. Polak zdobył złoto i wszystko z siebie wyrzucił
Jakub Szymański, niesiony dopingiem własnej publiczności w toruńskiej Arenie, wywalczył złoty medal Halowych Mistrzostw Świata w biegu na 60 metrów przez płotki. — Po Chinach byłem wrakiem człowieka, nie chciało mi się trenować — zaskoczył po wygranej, gdy wrócił do wydarzeń sprzed roku. Mówił też o “zemście”, której dokonał.
Polak w dramatycznych okolicznościach pokonał światową czołówkę, a po biegu podzielił się przejmującym wyznaniem o trudnej drodze na szczyt. Szymański od początku sezonu halowego imponował formą, jednak finał w Toruniu był próbą nerwów. Polak wytrzymał presję i na ostatnich metrach zachował minimalnie więcej sił, wpadając na metę z czasem 7,40 s. Drugi na mecie Hiszpan Enrique Llopis stracił do niego zaledwie 0,02 sekundy, a wielki faworyt Trey Cunningham musiał zadowolić się brązem.
Jakub Szymański: przewidziałem, że Cunningham spęka
Tuż po triumfie Szymański nie krył satysfakcji z tego, jak rozegrał bieg pod kątem taktycznym i psychologicznym. — Jestem bardzo zadowolony. Moim celem był rekord Polski, ponieważ myślałem, że wynik, który da złoto, będzie oscylował wokół wyniku 7,35-7,37. Natomiast wielki finał rządzi się swoimi prawami. Wynik 7,40 uzyskałem już przynajmniej trzy razy, więc kluczem było wytrzymać psychicznie. Przewidziałem to, że Cunningham spęka, ponieważ zawsze mam szybszy dystans od niego o ok. 6-8 setnych sekundy. Jedynym zaskoczeniem jest reprezentant Hiszpanii, który go dodatkowo pokonał — stwierdził mistrz świata przed kamerami TVP Sport.
Dla Jakuba Szymańskiego to złoto ma wymiar szczególny — jest osobistym rozliczeniem z bolesną przeszłością. Rok temu w Nankin Polak przeżył ogromne rozczarowanie, zajmując 9. miejsce w finale, który stał na zaskakująco niskim poziomie.
Po Chinach byłem wrakiem człowieka, nie chciało mi się trenować. Byłem załamany. Nie cieszyłem się bieganiem na 110 m. Po roku zrzuciłem z siebie ciężar. To, co wydarzyło się w Nankin, było dla mnie niewyobrażalną krzywdą.
— Zająłem dziewiąte miejsce, chociaż medal był strasznie “fryzjerski”. Tragiczne wyniki 7,55 i 7,56 dawały srebro oraz brąz. Złoto to był rezultat 7,47 Granta Hollowaya, jak widać pobiegłem dzisiaj szybciej — mówił z pasją Szymański.
Sprinter przyznał, że chęć odwetu za tamto niepowodzenie była jego głównym motorem napędowym: — Codziennie budząc się rano i kładąc się spać, myślałem o tych Chinach, chciałem dokonać zemsty i to się udało. Pracowałem sam ze sobą, nie potrzebowałem nikogo do pomocy. Nikomu się nie spowiadałem i trzymałem to w sobie przez rok, aby dzisiaj to z siebie wypuścić. Naprawdę mocno to we mnie siedziało. To są chyba moje pierwsze łzy na arenie lekkoatletycznej.
Szymański podkreślił, że w sporcie na najwyższym poziomie trofea mają większą wartość niż cyfry w tabelach. — Rekordy Polski, Europy i świata można bić zawsze i wszędzie, ale najważniejszy jest złoty medal — dodał. Na koniec nowy mistrz świata skierował podziękowania w stronę swojego sztabu, wspominając o kluczowych osobach, które ukształtowały jego karierę.