NEWS
Właśnie gruchnęły pilne wieści 😱
Próba odrzucenia prezydenckiego weta do zmian w prawie karnym zakończyła się w piątek fiaskiem. Z oficjalnych danych z głosowania wynika, że posłom zabrakło głosów, by wprowadzić w życie reformę nazywaną „Lex kibic”. Zmiany miały ukrócić nadużywanie aresztów, ale zdaniem prezydenta mogły osłabić bezpieczeństwo państwa.
Matematyka silniejsza od chęci zmian
Dlaczego prezydent powiedział „nie”?
Co właściwie miało się zmienić?
Głośne protesty na stadionach
Matematyka silniejsza od chęci zmian
Piątkowe głosowanie w Sejmie definitywnie przesądziło o losie nowelizacji. Choć większość obecnych na sali posłów – dokładnie 244 osoby – chciała odrzucenia weta, to w polskim systemie poprzeczka zawieszona jest znacznie wyżej. Aby pominąć sprzeciw prezydenta, potrzeba bowiem aż 3/5 głosów, co przy obecnej frekwencji oznaczało konieczność zebrania 264 „szabel”.
Przeciwko zmianom opowiedziało się 180 parlamentarzystów, a 16 wstrzymało się od głosu. Ten wynik oznacza, że reforma, nad którą pracowano od miesięcy, ostatecznie nie wejdzie w życie.
Decyzja ta kończy parlamentarny spór o to, jak głęboko można ingerować w zasady działania prokuratury i sądów, pozostawiając dotychczasowe przepisy w niezmienionej formie.
Dlaczego prezydent powiedział „nie”?
Prezydent Karol Nawrocki swoją decyzję o zablokowaniu nowej ustawy ogłosił już w połowie marca, co wywołało spore poruszenie. Jego rzecznik, Rafał Leśkiewicz, tłumaczył wówczas w serwisie X:
„Decyzja została podjęta z troski o bezpieczeństwo obywateli i skuteczność państwa w walce z najgroźniejszą przestępczością”.
Pałac Prezydencki stoi na stanowisku, że ułatwienie podejrzanym wyjścia z aresztu mogłoby sparaliżować najtrudniejsze śledztwa, zwłaszcza te dotyczące grup zorganizowanych.
Według prezydenta, państwo nie może rezygnować z narzędzi, które pozwalają skutecznie izolować niebezpieczne osoby jeszcze przed końcowym wyrokiem. Dla głowy państwa priorytetem okazała się sprawność działania służb, nawet kosztem utrzymania rygorystycznych procedur.
Co właściwie miało się zmienić?
Najważniejszym punktem odrzuconej reformy była walka z tzw. aresztami wydobywczymi. Nowe przepisy miały wymusić na sądach „nowe, odmienne podejście do możliwości stosowania tymczasowego aresztowania z powodu tzw. surowości kary”.
W praktyce oznacza to, że sam fakt grożącego wysokiego wyroku nie byłby już wystarczającym powodem, by trzymać kogoś za kratami przed procesem. Nowela miała też wprowadzić zakaz używania „nielegalnych dowodów”, czyli materiałów, które policja zdobyła z naruszeniem procedur.
Reforma obiecywała również większą prywatność w rozmowach z adwokatem oraz dawała więcej czasu na przygotowanie apelacji. Wszystkie te punkty miały jeden cel: sprawić, by system sprawiedliwości kładł większy nacisk na ochronę praw jednostki.
Głośne protesty na stadionach
Na wynik głosowania z niepokojem czekali kibice piłkarscy, którzy od tygodni prowadzili własną kampanię na rzecz zmian. Na stadionach w Gliwicach, Gdańsku czy Krakowie regularnie pojawiały się transparenty uderzające w decyzję głowy państwa.
„K. Nawrocki – po cichu ustawę wetujesz, wieloletnie areszty bez dowodów akceptujesz”
– to tylko jedno z haseł, które widzieli kibice w całej Polsce.
Dla tego środowiska reforma była nadzieją na ukrócenie praktyki przetrzymywania ludzi w izolacji przez lata, często bez twardych dowodów winy.
Fiasko w Sejmie oznacza, że ich postulaty nie zostaną spełnione, a trybuny prawdopodobnie nadal będą miejscem protestu przeciwko obecnemu systemowi, który kibice uważają za opresyjny.