NEWS
Kamil Stoch szczęśliwy i wzruszony. Wreszcie. Po tym, jak przez cały weekend w Planicy całym sobą pokazywał, jak bardzo ma dość, nastąpiło przełamanie. Na koniec kariery przed tłumem kibiców udzielił wyjątkowego wywiadu. Wyjątkowego, bo po raz pierwszy to oni zadawali pytania. Jedno niespodziewanie padło też z ust jego żony, która zapytała go o… przyszły sezon Pucharu Świata. 🟥 Link w komentarzu👇
Kamil Stoch szczęśliwy i wzruszony. Wreszcie. Po tym, jak przez cały weekend w Planicy całym sobą pokazywał, jak bardzo ma dość, nastąpiło przełamanie. Na koniec kariery przed tłumem kibiców udzielił wyjątkowego wywiadu. Wyjątkowego, bo po raz pierwszy to oni zadawali pytania. Jedno niespodziewanie padło też z ust jego żony, która zapytała go o… przyszły sezon Pucharu Świata.
Kilkaset, może ponad tysiąc osób na maleńkim placyku w centrum Kranjskiej Gory, mnóstwo transparentów, śmiechów, ale i melancholii. Trudno sobie wyobrazić bardziej wzruszające spotkanie Kamila Stocha z jego kibicami na koniec kariery. Wszystko w czasie, w którym Stochowi na skoczni w ogóle nie idzie, jest ledwo cieniem siebie z najlepszych chwil. Tylko dla jego fanów to nie ma żadnego znaczenia, byli tam dla niego, zresztą sami o tym mówili.
— Bardziej się stresuję, wychodząc na scenę niż na skocznię. Mam nadzieję, że te jutrzejsze skoki będą dalekie. Może to nie być proste — mówił Kamil do tłumu. Tłumu, który w centrum Kranjskiej Gory pojawił się jeszcze kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania z mistrzem. A on stanął przed nim uśmiechnięty, wzruszony i chyba szczęśliwy, co jeszcze rano wydawało się niemożliwe.
— Jestem potwornie zmęczony. To nie są opary, jestem pusty fizycznie i mentalnie — to z kolei słowa Kamila z sobotniego poranka. Pozdrawiał kibiców, uśmiechał się, machał, ale było widać, że nie ma siły. Z jednej strony próbował zakładać maski, a z drugiej wprost opowiadał o tym, jak bardzo ma dość.
— Tylko jakaś nabyta wola walki i ambicja trzyma mnie w pionie — przyznawał Stoch. Było wczesne popołudnie, a Kamil wiedział, że w sobotę czeka go także spotkanie z kibicami w centrum Kranjskiej Gory. Odebrał masę prezentów, podpisał dziesiątki flag i koszulek, ale całe to wydarzenie na szczęście chyba dodało mu sił.
Swoją drogą, nie ma drugiego tak ważnego dla polskich skoków miejsca na świecie. No, oprócz Zakopanego. W tym maleńkim miasteczku w Alpach Julijskich, wciśniętym tuż obok granicy Słowenii z Włochami i Austrią pisze się historia. Piętnaście lat temu ze skokami żegnał się tu Adam Małysz. Teraz nadszedł czas na Stocha. Dwóch arcymistrzów i gigantów skoków, którzy nigdy nie lubili porównań. I żegnają się też różnie. Obu łączy to, że przyjechały dla nich tłumy.