NEWS
Najpierw powiedziała to o Polsce, a później….
Szokujące słowa Dominiki Clarke! W emocjonalnym wpisie opublikowanym w mediach społecznościowych celebrytka nie gryzła się w język – przyznała wprost, że wstydzi się swojego pochodzenia. To jednak nie wszystko. Clarke odpaliła prawdziwą bombę, zarzucając innym Polkom działania wymierzone w jej biznes. Według niej miały one próbować storpedować funkcjonowanie jej biura podróży. Sprawa wywołała burzę w sieci i lawinę komentarzy.
Dominika Clarke odpiera zarzuty
Dominika Clarke wróciła na nagłówki nie przez rodzinne kadry z Tajlandii, ale przez kolejną falę krytyki. Influencerka, znana jako mama „pięcioraczków z Horyńca”, od miesięcy dzieli się codziennością wielodzietnej rodziny, którą dziś tworzy jedenaścioro dzieci. Wcześniej emocje wywołały publikacje związane z pobytem jednej z córek w szpitalu — ponad sto zdjęć dokumentujących proces leczenia wywołało burzę. Internauci zarzucali jej przekraczanie granic prywatności dziecka, a chwilę później pojawiły się kolejne oskarżenia, tym razem o rzekome niewłaściwe karmienie syna.
Sprawa szybko zaczęła żyć własnym życiem. W komentarzach dominowały skrajne opinie — od wsparcia po bardzo ostre słowa. Clarke nie usuwała wpisów, przeciwnie, część z nich udostępniała dalej, pokazując skalę reakcji. To tylko dolało oliwy do ognia, bo dla części odbiorców było to dowodem na podsycanie konfliktu, a nie jego wygaszanie.
Wizerunek rodziny funkcjonującej w egzotycznym otoczeniu, który wcześniej przyciągał uwagę, tym razem stał się tłem dla ostrej dyskusji o granicach publikowania życia dzieci w sieci. Clarke nie wycofała się jednak z aktywności i nadal regularnie publikuje kolejne materiały. Krytyka nie zatrzymała jej komunikacji.
Dominika Clarke fot. Facebook
Clarke mówi o wstydzie za Polskę
Nowy rozdział kontrowersji otworzył wpis opublikowany w środę. Clarke pokazała w nim negatywne komentarze dotyczące jej nowego biznesu, czyli biura podróży, które rozwija po przeprowadzce do Tajlandii. W opisie nie owijała w bawełnę — napisała wprost, że „wstydzi się, że jest z Polski”, wskazując na krytykę ze strony rodaczek jako główny powód tej deklaracji.
Wstyd mi, że jestem z Polski… czyli kiedy zawiść nie zna granic. Wstydzę się. Po raz pierwszy w życiu, stojąc przed moimi tajskimi sąsiadami, poczułam palący wstyd za to, skąd pochodzę. Wczoraj otworzyłam nowy biznes – szansę na rozwój, na lepszą przyszłość dla moich 11 dzieci. Odpowiedź? Zorganizowany atak, by zniszczyć mnie jako człowieka i odciąć moją rodzinę od środków do życia.
Wpis był reakcją na zarzuty dotyczące jakości usług i wiarygodności nowej działalności. Clarke podkreśliła, że według niej komentarze mają na celu zniechęcenie klientów, a nie realną ocenę oferty. Jednocześnie zaznaczyła, że negatywne opinie pojawiają się głównie z Polski, co jej zdaniem nie jest przypadkiem.
Te same osoby, które wycierają sobie usta “dobrem dzieci”, od rana prowadzą zmasowaną akcję na grupach naszej wyspy. Próbują zatruć nasze życie tutaj, oczernić nas przed lokalną społecznością, zniszczyć relacje, które budowaliśmy miesiącami. To już nie jest “opinia” – to jest cyberterroryzm – zaczęła.
Dodatkowym elementem wpisu była relacja z rozmów z lokalnymi znajomymi. Clarke napisała, że Tajowie pytają ją, dlaczego Polacy są „tacy okrutni”. To zdanie szybko zaczęło krążyć w sieci i stało się jednym z najczęściej cytowanych fragmentów całej publikacji.
Biznes Clarke mimo krytyki działa dalej
Mimo narastającej krytyki Clarke jasno zadeklarowała, że nie zamierza się wycofywać. Biuro podróży pozostaje aktywne, a ona sama kontynuuje jego promocję w swoich kanałach społecznościowych. Wpisy nadal pojawiają się regularnie i obejmują zarówno ofertę wyjazdów, jak i codzienne życie rodziny w Tajlandii.
Próbowałam tłumaczyć, że to tylko garstka nieszczęśliwych ludzi, że zło jest po prostu głośniejsze od dobra, a w Polsce są miliony cudownych osób. To, co robią te kobiety, to czysta, nieludzka przemoc. I robią to na oczach tysięcy ludzi, czując się bezkarnie za swoimi klawiaturami. Niszcząc mój biznes, one nie ratują dzieci. Próbują odebrać im dom, spokój i przyszłość. Czy to jest ta “moralność”?
Reakcje odbiorców pozostają podzielone. Część komentujących deklaruje wsparcie i korzystanie z usług, inni konsekwentnie podważają wiarygodność projektu. Clarke nie zmieniła jednak strategii komunikacyjnej — nadal publikuje screeny komentarzy i odpowiada na nie publicznie. Transparentność stała się jednym z głównych elementów jej przekazu, choć nie zawsze spotyka się to z pozytywnym odbiorem.
Jestem ofiarą bestialskiej cyberprzemocy. Ale nie myślcie, że mnie złamiecie. Każdy Wasz atak tylko potwierdza, że moje szczęście jest dla Was nie do zniesienia. Pytam Was, moich obserwujących: Czy pozwolimy, by zło i zawiść wygrały z pracowitością i miłością? Czy naprawdę w 2026 roku przyzwolenie na niszczenie drugiego człowieka jest normą? – zakończyła.