NEWS
Donald Tusk komentuje doniesienia o węgierskich urzędnikach donoszących Moskwie. Premier Polski przyznaje, że przecieki z unijnych szczytów wcale go nie dziwią. “Od dawna mamy co do tego podejrzenia” – napisał
Donald Tusk komentuje doniesienia o węgierskich urzędnikach donoszących Moskwie. Premier Polski przyznaje, że przecieki z unijnych szczytów wcale go nie dziwią. “Od dawna mamy co do tego podejrzenia” – napisał.
Szef polskiego rządu odniósł się do najnowszych publikacji amerykańskiego dziennika “The Washington Post”. Dziennikarze śledczy ujawnili, że węgierskie władze od lat na bieżąco przekazują Kremlowi tajne informacje z kuluarów Unii Europejskiej. Donald Tusk przyznał otwarcie, że sprawa ta nie jest dla niego żadnym zaskoczeniem.
“Wiadomość, że ludzie Orbána informują Moskwę o posiedzeniach Rady UE ze szczegółami, nie powinna nikogo dziwić. Od dawna mamy co do tego podejrzenia. To jeden z powodów, dla których zabieram głos tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne i mówię tylko tyle, ile potrzeba” – napisał Donald Tusk w mediach społecznościowych.
Szijjarto dzwonił do Ławrowa. Ostre starcie z Sikorskim
Słowa polskiego premiera to bezpośrednia reakcja na porażające kulisy współpracy na linii Budapeszt-Moskwa ujawnione przez zagraniczną prasę. “The Washington Post” opublikował informacje, z których wynika, że Węgry zapewniały Rosjanom dogłębny wgląd w najdelikatniejsze dyskusje Wspólnoty. Odbywało się to poprzez bezpośredni dostęp zaprzyjaźnionych polityków oraz skuteczną penetrację sieci komputerowych MSZ przez rosyjskich hakerów.
Amerykański dziennik ustalił, że minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto regularnie dzwonił do Siergieja Ławrowa w przerwach podczas unijnych posiedzeń. Polityk miał przekazywać mu “relacje na żywo z omawianych kwestii” oraz możliwe dla rosyjskiego reżimu rozwiązania. Sam Szijjarto nie odniósł się bezpośrednio do ustaleń gazety, jednak szybko doczekał się zaczepki ze strony Radosława Sikorskiego.
“To by wiele wyjaśniało, Peter” – napisał w niedzielę szef polskiej dyplomacji na platformie X.
Na odpowiedź wywołanego do tablicy Węgra nie trzeba było długo czekać. “Fałszywe wiadomości, jak zawsze. Kłamiecie, żeby wesprzeć Partię Tisza [największa węgierska partia opozycyjna] i stworzyć na Węgrzech marionetkowy rząd prowojenny. Nie uda wam się!” – odpowiedział mu wzburzony Szijjarto.
– Każde spotkanie UE od lat odbywało się zasadniczo przy współudziale Moskwy – podsumował te praktyki jeden z europejskich urzędników do spraw bezpieczeństwa w rozmowie z “The Washington Post”.
Agenci Putina na Węgrzech i operacja “Gamechanger”
Wyciek unijnych tajemnic to jednak tylko część ogromnej afery. Media, potwierdzając ustalenia niezależnego portalu VSquare, informują o pojawieniu się na terytorium Węgier trzech osób działających bezpośrednio w imieniu rosyjskiego wywiadu wojskowego. Celem agentów Putina ma być awaryjne podważanie uczciwości zbliżających się kwietniowych wyborów, które mogą stanowić dla Viktora Orbana ogromne wyzwanie.
– Orbán jest jednym z największych atutów Rosji – powiedział cytowany przez gazetę zachodni urzędnik, dodając przy tym, że “trudno sobie wyobrazić, żeby Rosjanie nie byli gotowi do pomocy”.
Wcześniejsze raporty z USA wskazywały wręcz na istnienie rosyjskiej strategii o kryptonimie “Gamechanger”. Plan ten zakładał zainscenizowanie zamachu na życie Viktora Orbana, co miało odwrócić uwagę społeczeństwa od problemów gospodarczych państwa i zagrać na emocjach, podobnie jak miało to miejsce po nieudanym ubiegłorocznym ataku na Donalda Trumpa. “Takie zdarzenie przeniesie kampanię z poziomu racjonalnych pytań ekonomicznych do sfery emocjonalnej” – oceniali operacyjni agenci w tajnym raporcie.
Władze w Budapeszcie kategorycznie odrzucają te oskarżenia. Rzecznik węgierskiego rządu Zoltan Kovacs nazwał doniesienia mediów “żałośnie absurdalnymi” oraz “wyrachowaną intrygą”.