NEWS
Katastrofa samolotu. Maszyna uderzyła w budynek, są ofiary
Najnowsze badanie opinii publicznej przynosi wyraźne przetasowania na szczycie politycznej hierarchii. Wyniki pokazują nie tylko rosnącą przewagę lidera, ale też coraz większe problemy jego konkurentów.Polityka
Karol Nawrocki na czele. Jedyny z dodatnim bilansem
Z badania IBRiS wynika, że liderem rankingu zaufania pozostaje prezydent Karol Nawrocki. Ufa mu 49,1 proc. respondentów, co oznacza wzrost o 2,8 punktu procentowego względem poprzedniego miesiąca.
To wynik szczególny, bo jako jedyny polityk w zestawieniu osiąga dodatni bilans zaufania. Negatywnie ocenia go 41,6 proc. badanych, co wciąż daje przewagę opinii pozytywnych.
W praktyce oznacza to stabilną, a nawet rosnącą pozycję głowy państwa na tle pozostałych polityków.
Donald Tusk drugi, ale z wysoką nieufnością
Na drugim miejscu znalazł się premier Donald Tusk. Zaufanie wobec szefa rządu deklaruje 39,2 proc. ankietowanych.
Jednocześnie aż 53,2 proc. badanych wyraża brak zaufania. To jeden z najwyższych wskaźników negatywnych ocen w całym zestawieniu.
Taki wynik może być sygnałem ostrzegawczym dla rządu, zwłaszcza w kontekście utrzymującej się przewagi opinii krytycznych nad pozytywnymi.
Radosław Sikorski traci miejsce, Mateusz Morawiecki depcze po piętach
Na podium doszło do zmiany. Radosław Sikorski spadł na trzecie miejsce z wynikiem 37,4 proc. zaufania. Jednocześnie połowa badanych deklaruje wobec niego brak zaufania.
Tuż za nim znalazł się były premier Mateusz Morawiecki, który uzyskał 36,8 proc. pozytywnych wskazań. To wzrost o 2,7 punktu procentowego i wyraźny sygnał odbudowy pozycji.
Różnica między trzecim a czwartym miejscem jest minimalna, co zapowiada możliwe dalsze przetasowania w kolejnych badaniach.
Sondaż jako sygnał zmian przed wyborami
Najnowsze wyniki pokazują wyraźny trend. Lider umacnia swoją pozycję, podczas gdy reszta stawki pozostaje w tyle, często z przewagą negatywnych ocen.
To może mieć realne znaczenie w perspektywie kolejnych miesięcy. Zaufanie społeczne pozostaje jednym z kluczowych wskaźników siły politycznej, a jego zmiany często wyprzedzają rzeczywiste decyzje wyborców.Polityka
Na razie jedno jest pewne – scena polityczna pozostaje dynamiczna, a różnice między politykami mogą jeszcze wielokrotnie się zmieniać.
– Powinno się (…) powiedzieć wprost Polakom: musimy przywrócić obowiązkowe szkolenie wojskowe – mówił w „Gościu Wydarzeń” Michał Dworczyk. Europoseł PiS stwierdził jednocześnie, że nie miałoby ono mieć nic wspólnego z zasadniczą służbą wojskową, jaka obowiązywała do 2009 roku. Wskazał, że Polska jest jedynym krajem na wschodniej flance NATO, który nie posiada tego rodzaju szkoleń. Michał Dworczyk w „Gościu Wydarzeń” Pytany o to, czy Polska jest przygotowana na potencjalną rosyjską agresję, Michał Dworczyk zdecydowanie zaprzeczył. – Nie jesteśmy dzisiaj przygotowani na to. Powinniśmy jeszcze bardzo dużo włożyć wysiłku w to i tego wysiłku nie da się przeprowadzić miło, lekko i przyjemnie, bez wyrzeczeń społeczeństwa – ocenił europoseł. Wskazał, że jednym z podjętych działań powinna być zmiana sposobu modernizacji Sił Zbrojnych. – Realne budowanie sił odstraszania polega na dostosowaniu naszego modelu Sił Zbrojnych do współczesnego pola walki – mówił polityk. Michał Dworczyk: Musimy przywrócić obowiązkowe szkolenia wojskowe Dworczyk wskazał, że Polska nie ma zasobów do ponownego wprowadzenia służby zasadniczej. Wskazał zarówno na braki terenów taktycznych, jak i kadr mogących prowadzić szkolenia. Jednocześnie przyznał, że powinno się przywrócić obowiązkowe szkolenie wojskowe. – Takie, które nie ma nic wspólnego z zasadniczą służbą wojskową, jaka miała przed 2009 rokiem miejsce, tylko nowoczesne szkolenie wojskowe (…) Jesteśmy jedynym krajem na wschodniej flance NATO, jedynym, który graniczy z Federacją Rosyjską bądź Białorusią, który nie przywrócił obowiązkowego szkolenia. Czy uważa pan, że to jest odpowiedzialne? – pytał prowadzącego Marka Tejchmana europoseł. ZOBACZ: Rosyjski dron naruszył przestrzeń NATO. Zniszczenia w europejskim kraju Dworczyk przekonywał, że „politycy boją się mówić obywatelom o tym, co naprawdę jest potrzebne”. Uzasadniał to tym, że wymagałoby to „pewnego wysiłku”, zarówno od klasy politycznej, jak i od społeczeństwa. – A politycy nie chcą tego – ocenił. Dworczyk o słowach Tuska dla „FT”: To może tylko zaszkodzić Polsce Europoseł PiS został zapytany również o budzące emocje słowa Donalda Tuska, które padły w wywiadzie dla „Financial Times” z ubiegłego piątku. Premier wskazywał, że czasami „ma pewne problemy” z wiarą w to, że artykuł 5 Traktatu Waszyngtońskiego o wzajemnej obronie sojuszników w NATO nadal obowiązuje. WIDEO: „Musimy przywrócić obowiązkowe szkolenie wojskowe”. Europoseł PiS wprost – Nawet jakbym miał wątpliwości co do tego, czy jakikolwiek kraj, czy to Stany Zjednoczone, czy inny kraj, wywiąże się z zobowiązań sojuszniczych, to na pewno jako odpowiedzialny polityk nie prowadziłbym tego rodzaju dywagacji na forum międzynarodowych mediów – mówił Michał Dworczyk. ZOBACZ: Pilny apel Polski i krajów bałtyckich. Chcą „nowych zasad w Europie” Polityk wskazał, że słowa Tuska mogą „tylko zaszkodzić Polsce”. Stwierdził też, że nieodpowiedzialne jest „straszenie, że w ciągu kilku miesięcy Polska może zostać zaatakowana i być uczestnikiem pełnoskalowej wojny”. Dworczyk powiedział też, że wątpi w to, że Rosja zdecydowałaby się zaatakować Polskę. Nie zaprzeczył jednak, że wciąż może dochodzić do działań hybrydowych ze strony Moskwy. – W dzisiejszych czasach wojna nie jest zaskoczeniem. Przypomnijmy sobie początek wojny na Ukrainie. Przez wiele miesięcy Federacja Rosyjska gromadziła zasoby na granicach Ukrainy, a wywiady krajów NATO-wskich wiedziały o tym – przekonywał.
Dworczyk chce obowiązkowych szkoleń wojskowych. „Nie jesteśmy dziś gotowi”
Wypowiedź o bezpieczeństwie państwa i gotowości armii wywołała natychmiastową reakcję. Michał Dworczyk wprost przyznał, że Polska nie jest dziś przygotowana na potencjalne zagrożenia militarne i potrzebne są zdecydowane działania.
Obowiązkowe szkolenie wojskowe zamiast dawnej służby
Podczas programu „Gość Wydarzeń” Michał Dworczyk wskazał, że Polska powinna wrócić do obowiązkowych szkoleń wojskowych. Zastrzegł jednak, że nie chodzi o powrót do dawnej zasadniczej służby wojskowej sprzed 2009 roku.
W jego ocenie potrzebny jest nowoczesny model przygotowania obywateli do sytuacji kryzysowych, dostosowany do współczesnego pola walki. Polityk podkreślił, że Polska jest jedynym państwem na wschodniej flance NATO, które nie wprowadziło tego typu rozwiązań, mimo bezpośredniego sąsiedztwa z Federacją Rosyjską i Białorusią.
„Nie jesteśmy przygotowani”. Mocna diagnoza
Dworczyk nie pozostawił wątpliwości co do obecnego stanu przygotowania kraju. Jego zdaniem Polska wciąż musi wykonać ogromną pracę, aby realnie zwiększyć swoje zdolności obronne.
Zwrócił uwagę, że budowanie sił odstraszania wymaga nie tylko inwestycji w sprzęt, ale także zmiany całego modelu funkcjonowania Sił Zbrojnych. W tym kontekście wskazał na potrzebę dostosowania armii do realiów współczesnych konfliktów.
Jednocześnie przyznał, że powrót do pełnej służby zasadniczej jest dziś niemożliwy ze względu na ograniczenia infrastrukturalne i kadrowe.
Krytyka polityków i słów Donalda Tuska
Europoseł PiS odniósł się również do wypowiedzi premiera Donalda Tuska dla „Financial Times”, w której pojawiły się wątpliwości dotyczące działania artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego.
Zdaniem Dworczyka takie deklaracje nie powinny padać publicznie. Podkreślił, że nawet jeśli politycy mają wątpliwości, nie powinni ich wyrażać na forum międzynarodowym, bo może to osłabiać pozycję Polski.
Zagrożenie hybrydowe zamiast otwartego konfliktu
Polityk zaznaczył, że nie spodziewa się bezpośredniego ataku Rosji na Polskę, ale jednocześnie zwrócił uwagę na rosnące znaczenie działań hybrydowych.
W jego ocenie współczesne konflikty nie zaczynają się nagle. Przywołał przykład wojny w Ukrainie, gdzie przygotowania trwały miesiącami i były obserwowane przez wywiady państw NATO.
Debata, która dopiero się zaczyna
Propozycja obowiązkowych szkoleń wojskowych może stać się jednym z głównych tematów politycznych w najbliższych miesiącach. To rozwiązanie, które z jednej strony zwiększa bezpieczeństwo państwa, z drugiej wymaga realnego zaangażowania społeczeństwa.
Jak wynika z tej wypowiedzi, pytanie nie brzmi już „czy”, ale „kiedy” i „w jakiej formie” Polska zdecyduje się na taki krok.
Katastrofa Cessny, do której doszło w nocy z czwartku na piątek w Teksasie, ma dramatyczny finał. Aż pięć osób nie żyje, w tym członkowie lokalnego klubu sportowego. Katastrofa w Teksasie. Są ofiary śmiertelne Dp dramatycznego zdarzenia doszło w nocy z czwartku na piątek w okolicy Texas Hill Country, która znajduje się około 65 kilometrów od Austin, czyli stolicy stanu Teksas. Jak wynika ze wstępnych ustaleń lokalnych władz, samolot wystartował z Amarillo i miał lądować na lotnisku znajdującym się w New Braunfels. Nieoczekiwanie jednak maszyna rozbiła się na leśnym, trudno dostępnym terenie. REKLAMA W samolocie Cessna 421C znajdowało się łącznie 5 osób. Jak przekazał Billy Ray ze stanowej policji, cytowany przez amerykańskie media, byli to pasażerowie oraz pilot. Klub Amarillo Pickleball informuje, że w maszynie lecieli jego członkowie. Zmierzali na turniej sportowy. Tragiczny finał poszukiwań zaginionej kobiety. Sekcja zwłok ujawniła smutną prawdę – NewMedia24 Służby badają przyczyny katastrofy lekkiego samolotu Ze wstępnych ustaleń lokalnych władz dowiadujemy się, że samolot w chwili uderzenia o ziemię poruszał się z dużą prędkością. Portal UPI, cytując wypowiedzi świadków, przekazał, że tuż przed katastrofą, ci mieli usłyszeć nietypowe, dość dziwne dźwięki przypominające „przerywaną pracę silnika”. Z kolei z zapisu kontroli ruchu lotniczego wynika, że maszyna miała poruszać sie początkowo niestabilnie, po czym zniknęła z radarów. Gdy utracono z nią kontakt, wysłano sygnał alarmowy, a także poinformowano o wszystkim służby ratunkowe. Na tę chwilę nie ma informacji dotyczących przyczyn katastrofy lekkiego samolotu Cessny, do której doszło w Teksasie. Trwają ustalenia zdarzenia, a zajmują się tym Federalna Administracja Lotnictwa, a także Krajowa Rada Bezpieczeństwa Transportu.
Katastrofa samolotu w Teksasie. Nie żyje pięć osób, wśród ofiar sportowcy
Tragiczny wypadek lotniczy wstrząsnął lokalną społecznością w Teksas. Niewielki samolot rozbił się w trudno dostępnym terenie, a finał zdarzenia okazał się dramatyczny.
Katastrofa w Texas Hill Country. Maszyna spadła w nocy
Do zdarzenia doszło w nocy z czwartku na piątek w rejonie Texas Hill Country, około 65 kilometrów od Austin.
Samolot typu Cessna 421C wystartował z Amarillo i miał lądować w New Braunfels. Z nieznanych dotąd przyczyn maszyna rozbiła się w zalesionym, trudno dostępnym terenie.Ciekawostki ze świata
Na pokładzie znajdowało się pięć osób – pilot oraz pasażerowie. Nikt nie przeżył.
Ofiary związane z klubem sportowym
Jak przekazano, część pasażerów należała do lokalnego klubu Amarillo Pickleball. Lecieli na turniej sportowy.
Informacja o ich śmierci wywołała ogromne poruszenie w środowisku sportowym i lokalnej społeczności.
Świadkowie słyszeli problemy z silnikiem
Wstępne ustalenia wskazują, że tuż przed katastrofą mogło dojść do awarii. Świadkowie relacjonowali, że słyszeli nietypowe dźwięki przypominające przerywaną pracę silnika.Portal informacyjny
Z zapisu kontroli ruchu lotniczego wynika, że samolot poruszał się niestabilnie, a następnie zniknął z radarów. Wtedy uruchomiono procedury alarmowe i skierowano służby na miejsce zdarzenia.
Śledztwo trwa. Sprawą zajmują się federalne instytucje
Przyczyny katastrofy nie są jeszcze znane. Dochodzenie prowadzą Federalna Administracja Lotnictwa oraz Krajowa Rada Bezpieczeństwa Transportu.
Eksperci będą analizować m.in. stan techniczny maszyny, warunki pogodowe oraz przebieg lotu w ostatnich minutach przed tragedią.
Na ten moment jedno jest pewne – to jedna z najbardziej wstrząsających katastrof lekkiego lotnictwa w regionie w ostatnim czasie.
Po głośnej akcji Łatwoganga i Bedoesa w mediach wiele osób zaczęło porównywać zbiórkę influencera i rapera do tego, co od lat robi Jerzy Owsiak. Pewien znajomy Dody ogłosił nawet, że twórca WOŚP powinien już oddać pałeczkę młodszym, co wywołało niemałe wzburzenie. Tego typu głosów w sieci było więcej. Teraz milczenie na temat Jurka postanowiła przerwać Anna Dymna. Słynna aktorka jedno mówi wprost. Anna Dymna, Łatwogang, Jerzy Owsiak Anna Dymna, Łatwogang, Jerzy OwsiakWaclaw KlagEast News Akcja Łatwoganga i Bedoesa okazała się niebywałym sukcesem. Zbiórka wzbudziła ogromne poruszenie i to nie tylko w naszym kraju. Sukces Łatwoganga i Bedoesa sprawił, że krytycy Owsiaka znów się uaktywnili Po jej zakończeniu w sieci zaczęło pojawiać się mnóstwo komentarzy, także dość niespodziewanych. Ogromne wzburzenie wywołał chociażby znajomy Dody, który nie gryzł się w język w sprawie Owsiaka. „Czy może ktoś przekazać Owsiakowi, żeby oficjalnie oddał pałeczkę Łatwogangowi ze względu na to, co się wydarzyło? I czy może ktoś w ogóle powiedzieć tym wielkim włodarzom telewizyjnym, że te wszystkie imprezy, które organizują telewizyjne są [niepotrzebne – przyp. red.], bo wydają miliony na produkcję, sprzęt, sceny, logistykę, sztaby ludzi… masa pieniędzy idzie do kosza” – zżymał się. Ela Romanowska ujawniła prawdę o Nasz nowy dom. Kto płaci za remont?pomponik.pl Znajomy Dody nie gryzł się w język po akcji Łatwoganga. Kazał Owsiakowi i WOŚP pakować walizki Swoje trzy grosze dorzucił też Krzysztof Stanowski, który oznajmił, że „Owsiak nie starzeje się jakoś fajnie i chyba tak sobie zniósł gigantyczny sukces tego streama”. 6 dni po akcji Łatwoganga Anna Dymna przemówiła. Zabrała głos ws. Owsiaka. „Jurek powiedział mi, co mnie czeka” Teraz temat zbiórek i akcji charytatywnych postanowiła poruszyć Anna Dymna. Słynna aktorka i założycielka fundacji „Mimo wszystko” zwróciła uwagę, jak ważna w przypadku prowadzenia fundacji i wszelkiego rodzaju zbiórek jest transparentność. Treść zewnętrzna „Najgorsze jest to, że w Polsce, jak się ma fundację, trzeba cały czas udowadniać, że się nie jest wielbłądem, że się nie kradnie. Ale ja wiedziałam, że z każdej złotówki trzeba się rozliczyć” 0 wyznała Dymna w podcaście „Powiem to pierwszy raz”. Następnie została zapytana o ostatnie działania Łatwoganga i Bedoesa. Anna wprost stwierdziła: „Cudowne jest, że się uruchamia w ludziach potrzebę czynienia dobra. Strzelamy do jednej bramki, a chłopcy robią po swojemu. Siedzę cicho i trzymam kciuki” – wyjawiła Dymna. Treść zewnętrzna W pewnym momencie niespodziewanie rozmowa zeszła na temat Jurka Owsiaka. W kontekście ostatnich przytyków kierowanych w jego stronę, Anna postanowiła stanąć w jego obronie. Jak wyjawiła, to od niego uczyła się, jak zacząć działalność charytatywną. „Byłam u Owsiaka, bo na niczym się nie znałam. Jurek Owsiak powiedział mi, co mnie czeka. Wszystko się sprawdziło. Dzięki temu nigdy się nie załamałam” – wyznała otwarcie Anna, dodając, że kiedy sama zakładała fundację mówiono o niej okropne rzeczy. „Starzeje się, du… jej rośnie, to założyła fundację, będzie szmal zbijała…” – wspomniała Anna.Ciekawostki ze świata
Anna Dymna przerywa milczenie po burzy wokół Owsiaka. Jedno zdanie ucina spekulacje
Po rekordowej akcji charytatywnej Łatwoganga i Bedoesa emocje wciąż nie opadają. W sieci pojawiły się porównania do działalności Jerzy Owsiak, a część komentatorów zaczęła sugerować, że twórca WOŚP powinien „oddać pałeczkę młodszym”. Teraz do tej dyskusji włączyła się Anna Dymna – i zrobiła to w bardzo wyważony sposób.
Sukces Łatwoganga wywołał debatę o pomaganiu
Zbiórka zorganizowana przez Łatwoganga i Bedoesa przeszła do historii. Setki milionów złotych na pomoc chorym dzieciom, ogromne zaangażowanie internautów i gwiazd, a także nowoczesna forma działania sprawiły, że akcja została okrzyknięta przełomową.
To właśnie ten sukces uruchomił falę komentarzy. Część z nich uderzała bezpośrednio w Jerzego Owsiaka i Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, sugerując, że tradycyjne formy zbiórek powinny ustąpić miejsca nowym.
Dymna: „Strzelamy do jednej bramki”
Anna Dymna, która od lat prowadzi własną działalność charytatywną, nie podziela tej narracji. W rozmowie jasno podkreśliła, że najważniejszy jest wspólny cel.
„Cudowne jest, że się uruchamia w ludziach potrzebę czynienia dobra. Strzelamy do jednej bramki, a chłopcy robią po swojemu. Siedzę cicho i trzymam kciuki”
To zdanie wielu odebrało jako próbę uspokojenia emocji i przypomnienie, że w działaniach pomocowych nie chodzi o rywalizację.
Mocne słowa o realiach prowadzenia fundacji
Aktorka zwróciła też uwagę na trudną rzeczywistość organizacji charytatywnych w Polsce. Podkreśliła, że osoby prowadzące fundacje muszą stale udowadniać swoją uczciwość.
„Najgorsze jest to, że w Polsce, jak się ma fundację, trzeba cały czas udowadniać, że się nie jest wielbłądem, że się nie kradnie”
To ważny kontekst w dyskusji o transparentności i zaufaniu, które – jak pokazuje praktyka – bywają równie istotne jak same zebrane pieniądze.
Dymna broni Owsiaka. „Wszystko się sprawdziło”
Najbardziej osobisty fragment wypowiedzi dotyczył jednak Jerzego Owsiaka. Anna Dymna przyznała, że to właśnie od niego uczyła się, jak działać w świecie organizacji charytatywnych.
„Byłam u Owsiaka, bo na niczym się nie znałam. Jurek Owsiak powiedział mi, co mnie czeka. Wszystko się sprawdziło. Dzięki temu nigdy się nie załamałam”
Aktorka przypomniała też, że sama mierzyła się z falą krytyki, gdy zaczynała swoją działalność. To doświadczenie sprawia, że dziś z dystansem patrzy na podobne ataki kierowane w stronę innych.
Jedna idea, różne pokolenia
Głos Anny Dymnej wyraźnie pokazuje, że w świecie pomagania nie musi być miejsca na podziały. Nowe formy, takie jak internetowe streamy, mogą współistnieć z wieloletnimi inicjatywami.
Zamiast rywalizacji – współistnienie. Zamiast konfliktu – wspólny cel. I to właśnie ten przekaz najmocniej wybrzmiał po jej słowach.
Marta Nawrocka towarzyszyła mężowi podczas pogrzebu Łukasza Litewki, który odbył się w środę w Sosnowcu. Tuż po smutnej uroczystości pogrzebowej fotografka ujawniła, że tragicznie zmarły polityk dał Pierwszej Damie wyjątkowy prezent, który towarzyszył jej podczas różnych okoliczności. Miała go przy sobie również podczas uroczytości pogrzebowych. Symboliczny prezent od Łukasza Litewki dla Marty Nawrockiej Tragiczna śmierć Łukasza Litewki wstrząsnęła Polakami, śledzącymi jego charytatywną działalność i wspierających go w pomocy potrzebującym. Pogrzeb polityka odbył się w środę 29 kwietnia w Sosnowcu, a w tym smutnym wydarzeniu wzięli udział nie tylko jego bliscy oraz znajomi, ale także reprezentanci polityki. Wśród nich znalazła się m.in. para prezydencka. Marta Nawrocka podczas jakże smutnej uroczystości miała ze sobą torebkę, do której przywiązała apaszkę. Okazuje się, że otrzymała ją od Łukasza Litewki. Tę ciekawą historię za pośrednictwem X opowiedziała Alicja Stefaniuk, fotografka Pierwszej Damy. Zobacz więcej: Kto zastąpi Łukasza Litewkę w Sejmie? W grze tylko dwa nazwiska Apaszka od Łukasza Litewki. Historia pełna symboliki Jak zaznaczyła fotografka, wszystko zaczęło się 3 lutego w Pałacu Prezydenckim. To właśnie wtedy pojawił się tam Łukasz Litewka, od którego niemalże od razu wyczuła płynącą dobroć. Ta historia zaczyna się 3 lutego. Pałac Prezydencki. Czekałam na rozpoczęcie spotkania, gotowa wykonać fotorelację ze spotkania w sprawie patoschronisk w Polsce. Wtedy podszedł do mnie poseł Łukasz Litewka. Przedstawił się z uśmiechem, bez dystansu. I może zabrzmi to patetycznie, ale od razu dało się od niego wyczuć dobro i zauważenie drugiego człowieka – wspominała. Następnie, jak wyjawiła fotografka, Łukasz Litewka wręczył Marcie Nawrockiej apaszkę polskiej firmy. Potem dowiedziała się, że ta zawierała na sobie ilustracje nawiązujące do polskich miast oraz zabytków. Zdaniem Alicji Stefaniuk Pierwsza Dama bardzo często zakładała tę apaszkę, dopełniając nią stylizacje prezentowane podczas publicznych wystąpień. Tego dnia podarował Pierwszej Damie apaszkę polskiej firmy, jak się potem dowiedziałam, z symbolami polskich miast i zabytków. Od tamtej chwili często ją zakładała, jakby wysyłała cichy sygnał o wartościach, o uważności, o tym, co ważne – wyjaśniła. Fotografka podkreśliła, że Marta Nawrocka apaszkę od Litewki miała przy sobie również podczas jego pogrzebu. To następnie można uznać za szczególny gest płynący ze strony Pierwszej Damy. Zauważyłam ją także wczoraj, podczas pogrzebu. Jako gest pamięci i hołd dla posła Łukasza Litewki. Dla mnie, fotografa, ważne są nie tylko zdjęcia, ale także to, co dzieje się między kadrami, dlatego postanowiłam opowiedzieć Wam tę historię – powiedziała.
Symboliczny gest na pogrzebie Łukasza Litewki. Historia apaszki porusza
Pożegnanie Łukasza Litewki w Sosnowcu miało wymiar nie tylko oficjalny, ale też bardzo osobisty. Wśród uczestników uroczystości znalazła się para prezydencka, a uwagę zwrócił drobny, lecz znaczący szczegół związany z Martą Nawrocką.
Prezent, który nabrał nowego znaczenia
Podczas uroczystości Marta Nawrocka miała przy sobie apaszkę. Jak się okazało, nie był to przypadkowy element garderoby. To prezent, który otrzymała wcześniej od Łukasza Litewki.
Historię ujawniła fotografka Alicja Stefaniuk, która towarzyszy Pierwszej Damie podczas oficjalnych wydarzeń. Jak relacjonowała, wszystko zaczęło się na początku lutego w Pałacu Prezydenckim, podczas spotkania dotyczącego problemu schronisk dla zwierząt.
„Podszedł do mnie poseł Łukasz Litewka. Przedstawił się z uśmiechem, bez dystansu. Od razu dało się od niego wyczuć dobro i zauważenie drugiego człow.